Wielkanoc to największe święto chrześcijańskiego świata, przynajmniej w teorii, bo z praktyką to już różnie bywa. Wszechobecna komercjalizacja, zanikające zwyczaje i nie poparty niczym konsumpcjonizm. Tym właśnie stały się święta. Częściej myślimy o porządkach w domu, niż o poukładaniu myśli, zaś rozmyślania egzystencjalne, to dla nas rozważania równoznaczne science fiction.

Jak to niegdyś Wielkanoc obchodzono?

Nie twierdzę, że niegdyś ludzie byli bez skazy, bogobojni i poukładani. Nic bardziej mylnego! Szczególnie na dworach i w bogatych mieszczańskich domach święta były okazją do obżarstwa i popijawy, Skądś przecież te nawyki wzięliśmy, wysysane z mlekiem matki, przez kolejne pokolenia Polaków. Stoły uginały się od prawdziwych, wędzonych szynek, pęt podwędzanej kiełbasy, pieczonych prosiaków, pasztetów, kolorowych mazurków i bab drożdżowych wielkości dziecięcia. Nie brakowało i trunków wszelakich, win domowych, nalewek, likierów i obowiązkowej gorzałki.

Pomimo tego szanowano zwyczaje, zarówno te religijne, jak i ludowe. W Wielką Środę rozprawiano się z Judaszem, zrzucając go z kościelnej wieży. W Wielki Czwartek dostojnicy kościelni i szlachetni panowie zwyczajowo myli nogi dwunastu starcom. W Wielki Piątek odwiedzano groby Chrystusowe, ale i miejsca pochówku swoich bliskich zmarłych. Wielka Sobota to dzień, gdy żegnano się z postnym jedzeniem i przygotowywano na Rezurekcję, która aż do XVIII wieku odbywała się o północy, zaś w późniejszych wiekach została przeniesiona na ranne godziny w Niedzielę Zmartwychwstania. W Sobotę święcono też jajka, ręcznie malowane i bogato zdobione. Zwyczaje ludowe, jak połykanie bazi na zdrowie, czy lany poniedziałek, to nie tylko zabobon, ale i zabawa, bo Wielkanoc to czas radości, wspólnej zabawy oraz odradzającego się życia.

Jak wygląda dzisiejsza Wielkanoc?

Wielkanoc w dzisiejszych czasach wygląda różnie. Niektórzy przeżywają ją głęboko duchowo, ale większość podchodzi do świąt i ich tradycji z automatu. Obżarstwo naszych przodków nadal w nas tkwi, ale najczęściej jesteśmy zbyt leniwi żeby zrobić coś samemu, a przecież raz, czy dwa razy do roku można by było zaserwować własnej rodzinie namiastkę domowego jedzenia. Po co się jednak wysilać, jeżeli wszystko, gotowe do podania znajdziemy na sklepowej półce. Zamiast cukrowego baranka, wolimy kupić czekoladowego zająca, a zamiast malować jajka okleimy je naklejkami. Kto jeszcze sieje rzeżuchę? Czy ktoś zbiera bazie? Wspólne przebywanie zastąpiły prezenty. Kupienie zabawki to podwójna korzyść: zajęte dziecko i uspokojone sumienie rodzica.

Wielki Tydzień nie jest już czasem zadumy, lecz zakupów. Zamiast kościoła odwiedzamy supermarket, zamiast ukisić żur, kupimy go w plastykowej butelce w osiedlowym warzywniaku. W Wielką Sobotę pobiegniemy z koszyczkiem, by odbębnić rytuał, a Niedzielę spędzimy na kanapie, bo bardzo się tym świętowaniem zmęczyliśmy. No, chyba, że pofatygują się do nas mniej zmęczeni znajomi, którym nie wystarczył wysłany SMS z życzeniami.

Czy można inaczej spędzić Wielkanoc?

Wielkanoc, o czym zapominamy to czas radości. Wierzący mogą, a nawet powinni cieszyć się ze Zmartwychwstania. Ateista może cieszyć się odradzającą się przyrodą, zaś agnostyk, może sobie wybrać dowolnie. Wszyscy jednak powinni spędzić ten czas rodzinnie, czy z przyjaciółmi. Tak niewiele jest dni, kiedy można wykroić kawałek czasu z zapracowanej doby. Kiedy można posiedzieć, porozmawiać i pobawić się z dziećmi, zamiast kupować im kolejną, niepotrzebną rzecz.

Czy można w inny sposób spędzać święta? Odpowiem, że jak najbardziej. Mam to szczęście, że mieszkam w miejscu, gdzie celebruje się tradycje i szanuje zwyczaje. Być może nie do końca są one moje, ale staram się przystosować je do swoich potrzeb.

W Wielkim Tygodniu, wciąż zaglądam do kościółków, chociaż przyznam, że często kieruje mną po prostu ciekawość. Własnoręcznie przygotowuję posiłki, piekę ciasta i maluję jajka. Do wszystkich zajęć włączam małą córkę, która niekiedy więcej przeszkadza, niż pomaga, ja jednak wierzę, że kiedyś to zaowocuje i stanie się ona kontynuatorką rodzinnej tradycji.
Celebrujemy miejscowe zwyczaje, nie zapominając o własnych, dlatego na wielkanocnym stole spotkać się musi żurek z magiritsą oraz babka z tsoureki. Nie zabraknie własnoręcznie sklejanych ciasteczek wielkanocnych, koulourakia. Baranek będzie z ciasta, a nie z rożna, ale za to jajka będą obowiązkowo czerwone.
Najważniejsze zaś będzie to, że będziemy razem. Wyłączymy telefon i telewizor, pójdziemy na taras lub na spacer i będziemy się cieszyć faktem, że tak naprawdę końca nie ma.

Wesołych Świąt!

Kalo Pascha!




Facebook
Facebook
Google+
Google+
https://pracanaswoim.com/wielkanoc-nadchodzi-swiateczne-refleksje/
Pinterest
Pinterest
LINKEDIN
Instagram