Jak znaleźć korektora do książki? To jedno z trudniejszych pytań, przed którym staje autor przygotowujący publikację do druku. Szukanie podwykonawców to jeden z trudniejszych elementów prowadzenia biznesu i self-publishingu. Sama wiem, że praca na swoim oznacza nie tylko wykonywanie zleceń, ale również organizowanie własnej pracy i korzystanie z usług innych specjalistów.Niedawno sama stanęłam przed takim zadaniem. Musiałam znaleźć korektora do książki, która liczyła 206 tysięcy znaków ze spacjami (zzs). Zależało mi na czasie, ale jednocześnie nie chciałam iść na kompromis w kwestii jakości. Jak wyglądało moje szukanie korektora krok po kroku? I czego z tego doświadczenia może nauczyć się osoba, która również szuka podwykonawcy?
Jak znaleźć korektora do ksiązki? Zaczęłam od szerokiego sita
Ogłoszenie dotyczące korekty książki opublikowałam w trzech miejscach: na LinkedIn, Useme oraz na tematycznej grupie dla redaktorów i korektorów na Facebooku.
Odzew był naprawdę duży. Otrzymałam aż 38 zgłoszeń.
Pierwszej selekcji dokonałam na podstawie stawek. Odrzuciłam zarówno oferty skrajnie drogie, które przekraczały mój budżet, jak i te podejrzanie tanie. Po tym etapie na placu boju zostało 31 osób.
Nie chodziło mi przy tym o znalezienie najtańszego korektora. Szukałam osoby, która zaoferuje rozsądny stosunek ceny do jakości i będzie w stanie zrealizować zlecenie w określonym przeze mnie czasie.
To ważna lekcja przy wyborze każdego podwykonawcy: cena może być kryterium, ale nie powinna być jedynym kryterium.
Termin i komunikacja – kolejne sito
Kolejnym ważnym kryterium był dla mnie termin realizacji korekty.
Książka była już po redakcji i znajdowała się na ostatnim etapie przed składem. Nie chciałam więc rozpoczynać współpracy z osobą, która mogłaby zająć się tekstem dopiero za kilka miesięcy. Po weryfikacji kalendarzy zostało 17 osób. Kilka kolejnych osób pozostawiłam sobie w rezerwie. Miały świetne portfolio i doświadczenie, dlatego w ich przypadku byłam nawet skłonna nieco nagiąć swój harmonogram.
Następnie przeszłam na korespondencję mailową i rozpoczęłam wstępne rozmowy. Po tym etapie do kolejnego etapu przeszło 11 specjalistów.
Uważność zaczyna się już przy pierwszym kontakcie
W tym miejscu wydarzyła się sytuacja, która bardzo dobrze pokazała mi, jak ważna jest uważność korektora. Jedna z osób napisała do mnie w mailu z pytaniem o objętość tekstu. Normalnie nie byłoby w tym nic dziwnego. Problem polegał na tym, że informacja o objętości książki znajdowała się już w krótkim ogłoszeniu.
Skreśliłam tę osobę automatycznie. Może brzmi to surowo, ale uznałam, że jeśli ktoś nie czyta uważnie krótkiego ogłoszenia, trudno mi uwierzyć, że później równie uważnie przeczyta ponad 200 tysięcy znaków mojej książki.
Dla mnie była to cenna lekcja: wybór podwykonawcy zaczyna się już od pierwszego kontaktu.
Test korektorski – najważniejszy etap wyboru
Wyselekcjonowanej jedenastce wysłałam dwie strony próbne. Nie były to przypadkowe fragmenty. Wybrałam części tekstu różniące się charakterem, tak aby zobaczyć, jak kandydaci poradzą sobie z różnymi problemami.
Jednocześnie bardzo wyraźnie zaznaczyłam: tekst przeszedł już redakcję i szukam ostatecznej korekty przed składem. To było dla mnie bardzo ważne. Nie szukałam kolejnego redaktora. Nie chciałam, żeby ktoś przepisywał moje zdania na nowo albo zmieniał sposób, w jaki piszę.
Chciałam znaleźć korektora książki, który poprawi błędy, wychwyci niedociągnięcia i zadba o jakość tekstu, ale jednocześnie uszanuje mój styl. I właśnie tutaj pojawiły się pierwsze niespodzianki.
Kiedy korektor zaczyna poprawiać autora
Część osób zaczęła mocno ingerować w tekst. Zmieniały całe zdania, proponowały inne konstrukcje i wprowadzały poprawki, które wykraczały poza zakres zwykłej korekty. Niektóre zmiany były oczywiście interesujące. Problem polegał na tym, że nie o taką usługę prosiłam.
To kolejna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę przy wyborze podwykonawcy: dobry specjalista powinien nie tylko wiedzieć, co można poprawić, ale także rozumieć, czego poprawiać nie należy. Kilka osób przesłało jednak naprawdę bardzo dobre próbki. I wtedy pojawił się kolejny etap selekcji.
Ukryta pułapka w teście
W tekście znajdowała się drobna techniczna usterka. Przy indeksach górnych przypisów komputer pozostawił puste spacje. Był to szczegół, który łatwo przeoczyć, szczególnie podczas szybkiego testu na dwóch stronach. Potraktowałam go jako mały dodatkowy sprawdzian uważności. I okazało się, że działa.
Jedna z najbardziej doświadczonych korektorek bezbłędnie wyłapała techniczny problem. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ale jednocześnie inna kandydatka zachwyciła mnie czymś zupełnie innym. Miała niesamowite literackie ucho i świetne wyczucie stylu. Genialnie wyłapała powtórzenia, a jej propozycje zmian były bardzo trafne.
Zaczęłam więc mieć klasyczny problem: kogo wybrać? Techniczną perfekcję czy świetne wyczucie języka?
Jak wybrałam korektora do książki?
W tym momencie miałam już właściwie dwóch liderów.
Autorka technicznie idealnej próbki miała ogromne doświadczenie i świetnie poradziła sobie z tekstem. Problemem był jednak termin. Mogła oddać gotowy tekst dopiero w drugiej połowie września. Dla mnie było to zbyt późno. Książka była już gotowa do ostatniego etapu prac i zależało mi na sprawnym działaniu. Nie chciałam, aby korekta zatrzymała cały proces wydawniczy.
Druga kandydatka miała nieco mniejsze doświadczenie, ale zachwyciła mnie zaangażowaniem, wyczuciem języka i dostępnością od zaraz. I właśnie na nią się zdecydowałam. Techniczną kwestię z przypisami po prostu wskazałam jej na początku współpracy.
To był dla mnie ważny moment, bo pokazał, że przy wyborze podwykonawcy nie zawsze wygrywa osoba z najdłuższym CV.
Czasami równie ważne są: komunikacja, zaangażowanie, elastyczność, dostępność, wyczucie potrzeb klienta i zwyczajnie dobra współpraca.
Czego nauczyło mnie szukanie korektora?
Cały proces – od 38 zgłoszeń do jednej osoby, z którą rozpoczęłam współpracę – był dla mnie bardzo pouczający.
Przede wszystkim utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrego podwykonawcę warto sprawdzać w praktyce, a nie tylko na podstawie portfolio czy opinii. Portfolio może być świetne, doświadczenie imponujące, a mimo to dana osoba może po prostu nie pasować do konkretnego projektu.
Dlatego w przypadku korekty książki test próbny okazał się dla mnie znacznie bardziej wartościowy niż sama lista wcześniejszych realizacji.
Ważna jest również komunikacja. Jeżeli już na etapie pierwszego kontaktu pojawiają się problemy z czytaniem ze zrozumieniem, terminami czy odpowiedziami na podstawowe pytania, warto potraktować to jako sygnał ostrzegawczy.
I jeszcze jedno: nie zawsze warto wybierać najbardziej doświadczoną osobę. Doświadczenie jest ogromnym atutem, ale w biznesie i self-publishingu liczą się również terminowość, elastyczność i możliwość dopasowania się do konkretnego projektu. W moim przypadku właśnie te elementy przeważyły.
Podsumowanie: jak znaleźć dobrego korektora?
Moja droga wyglądała tak:
38 zgłoszeń → 31 osób po selekcji stawek → 17 osób po sprawdzeniu terminów → 11 próbek → 2 faworytki → 1 wybrana korektorka.
Czy zrobiłabym coś inaczej? Prawdopodobnie nie. Proces był czasochłonny, ale dzięki temu miałam poczucie, że decyzję podjęłam świadomie, a nie przypadkowo.
W przypadku książki liczącej ponad 200 tysięcy znaków warto poświęcić trochę czasu na znalezienie właściwej osoby. Korekta to przecież jeden z ostatnich etapów pracy nad tekstem i jeden z tych, które mogą zdecydować o jego ostatecznej jakości.
A formalności? W moim przypadku współpracę zabezpieczyłyśmy przez Useme, korzystając z dostępnych tam rozwiązań dotyczących umowy i przeniesienia praw.
Czym Wy kierujecie się przy wyborze podwykonawców? Sztywnym doświadczeniem i imponującym portfolio czy może większe znaczenie mają dla Was energia, komunikacja i elastyczność?
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń.



